Kaziu był bardzo wrażliwy na dudki. Gdy się dowiedział, że nie mamy jeszcze malarza zaoferował swoje usługi. Niestety, nie posiadał umiejętności malarskich. Dosyć droga farba nie była w stanie pokryć ściany tak, aby nie przebijała. Według relacji pozostałych robotników Mini-Kaz chciał pójść drogą samurajów i popełnić samobójstwo. Można powiedzieć - dumny i honorowy góral popadł w depresję. Zbadaliśmy sprawę i okazało się, że jakość malowania można poprawić jeśli najpierw położy się farbę podkładową. Zakupiliśmy ją i ulżyło. Wszystko poszło gładko i Kaz zachował życie.
Po latach postanowiliśmy odnowić ściany, bo w 2020 miał nas odwiedzić nasz przyjaciel - Hindus. Postanowiliśmy, że będzie mieszkał u nas. Jest on człowiekiem zamożnym i zastanawialiśmy się, czy nie będzie trzeba uprzedzić służb porządkowych, aby pilnowały drogi z Szyman podczas przemarszu słoni. Zastanawialiśmy się też gdzie te słonie 'zaparkować'. Zwróciliśmy się o pomoc do malarza - maxi-ministranta - Marcina Zielińskiego. Ten łagodny olbrzym okazał się mistrzem swojego rzemiosła. Na wstępie stwierdził, że ściana, którą ma pokryć nie jest pokryta szpachlą. To było dla nas niespodzianką, bo w trakcie budowy kupiliśmy tonę wysokiej jakości gipsu, którego część przeznaczona była na sztukaterię a część na szpachlę. Gips ten w jakiś tajemniczy sposób wyparował. Czeladnik mini-Kaza przed laty bardzo często oddalał się w nieznanym kierunku.... Być może poznaliśmy prawdziwą jego funkcję polegającą na teleportacji znacznej ilości materii, takiej że jeszcze nauka oficjalna tego nie potrafi. W każdym razie materia gipsowa zniknęła z naszego domu bez śladu.
Tutaj potrzebny byłby talent miary Szekspira, aby w pełni oświetlić postać Falstaffa naszych czasów i naszej miary.
![]() |
| Nidus Incomparabilis |


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.