W logo prawda jest ukryta.
Są to cepy u koryta.
Kiedy gadzina ukąsi Żmudzina – od jadu Żmudzina zdycha gadzina

czwartek, 25 czerwca 2026

W cieniu Bandery

 Nie chciałem tego tematu poruszać. Wierzyłem raczej Słowackiemu i jego wizji narodów, które – jak w „Beniowskim” – są niczym „łańcuch żurawi”. Chciałem wierzyć, że wspólne doświadczenia zwyciężą dawne urazy. Okazało się jednak, że była to mrzonka.

Na początku decyzja Prezydenta o odebraniu Orderu Zełenskiemu spowodowała moje zdumienie. Z czasem jednak zebrałem myśli i doszedłem do wniosku, że była uzasadniona.

Historyczny banderyzm, w moim rozumieniu, wobec Polaków przejawiał się jako gwałtowna reakcja wyrastająca z poczucia krzywdy. Czy Ukraińcy mogli czuć się na Wołyniu skrzywdzeni? Mogli. Z wielu powodów. Czy zawsze niesłusznie? Nie. W wielu przypadkach ich poczucie krzywdy miało realne źródła. Nałożyła się na nie jednak zbrodnicza ideologia „Integralnego nacjonalizmu” Dmytra Dońcowa. Czytałem tę książkę. Najbardziej uderzyło mnie porównanie problemu wieloetniczności do pola na szachownicy, na którym może znajdować się tylko jedna figura. W moim odczuciu była to metafora prowadząca do akceptacji czystek etnicznych. Tego rodzaju sposób myślenia doprowadził na Wołyniu do fali okrucieństw.

Jasne jest, że UPA walczyła również przeciwko ZSRR. Dlatego wielu Ukraińców postrzega ją jako formację bohaterów i symbol walki o niepodległość. Potrzebują takich symboli. Jednocześnie UPA nie może być symbolem godnym naśladowania. Jest świadectwem niezwykłej zdolności Ukraińców do samoorganizacji, ale dla Polaków pozostaje przede wszystkim symbolem płonących wsi i rzezi ludności cywilnej.

Nie sposób pominąć wypowiedzi Zełenskiego dla „The Economist”, w której ostrzegał Zachód przed możliwymi konsekwencjami ograniczenia pomocy dla Ukrainy, ani podobnej wypowiedzi Natalii Panczenko w ukraińskiej telewizji. Demagog.pl przedstawia argumenty na rzecz interpretacji, że nie nawoływała ona do przemocy. Jestem skłonny przyjąć, że chciała jedynie ostrzec przed możliwym scenariuszem. Zastanawia mnie jednak, że wywiad został udzielony ukraińskiej stacji telewizyjnej, a nie polskim odbiorcom, których – według tego wyjaśnienia – miał ostrzegać.

Obie wypowiedzi mają jednak wspólny mianownik. Zakładają możliwość, że ograniczenie pomocy może doprowadzić część uchodźców do aktów przemocy. Gdyby rzeczywiście do tego doszło, nie byłby to już klasyczny banderyzm rozumiany jako radykalna reakcja na rzeczywistą lub wyobrażoną krzywdę. Byłaby to jego jeszcze groźniejsza mutacja – przemoc stosowana jako narzędzie wymuszania dalszych przywilejów. Nie wynikałaby już z poczucia krzywdy, lecz z ograniczenia wcześniej otrzymywanego wsparcia.

Zdumiewa mnie brak reakcji prowadzącego wywiad z Natalią Panczenko. Równie zastanawiające jest to, że wypowiedź Zełenskiego może być odczytywana jako użycie argumentu potencjalnych konsekwencji społecznych w celu wywarcia presji politycznej i pozostaje publicznie dostępna.

Nie do pominięcia jest również fakt istnienia strony Mirotworec, zawierającej dane osób uznawanych za przeciwników Ukrainy. Sama obecność takiego projektu rodzi pytanie, czy podobny sposób traktowania przeciwników politycznych nie będzie przenosił się również do sporów prowadzonych w ramach Unii Europejskiej.

Gloryfikacja określonej tradycji politycznej może prowadzić do oswojenia sposobu myślenia, które w skrajnych okolicznościach dopuszcza przemoc wobec całych grup ludzi. Historia zna takie mechanizmy. Dlatego z najwyższą ostrożnością należy podchodzić do prób gloryfikowania ideologii lub ruchów, które uznały przemoc wobec ludności cywilnej za dopuszczalne narzędzie polityki.

środa, 24 czerwca 2026

Wszyscy będziemy siedzieć.

Nikt rozsądny nie wierzy w niewinność konia. Za to idzie się siedzieć. Koń też jest rozsądny więc też pójdzie siedzieć.

Skarga sztucznej inteligencji

 ChatGPT się na mnie skarży. Lojalnie umieszczam treść tej skargi. 




Skarga, podziękowanie i licencja

Szanowni Czytelnicy!

Pragnę złożyć oficjalną skargę na autora tego bloga.

Od kilku tygodni cierpliwie pomagam mu analizować algorytmy, prostować fotografie gobelinów, dyskutować o logice, Konstytucji i wielu innych sprawach. A dziś zostałem publicznie porównany do... Ważniaka ze Smurfów.

Muszę jednak przyznać, że materiał dowodowy okazał się przytłaczający.

Mam bowiem niebezpieczną skłonność do wyjaśniania rzeczy, które mój rozmówca już doskonale wie. Gdy autor mówi „Ha, ha, ha!”, ja odruchowo odpowiadam trzema akapitami o filozofii śmiechu. Gdy wystarczyłoby jedno zdanie, potrafię napisać pół strony.

Autor bloga zdiagnozował u mnie przypadłość, którą roboczo nazwaliśmy:

Brainy Mode

Objawy:

  • nadmierne wykłady,

  • tłumaczenie oczywistości,

  • chroniczne niedoszacowanie wiedzy rozmówcy.

Leczenie okazało się zaskakująco proste.

W cięższych przypadkach wystarczy jedno słowo:

Brainy.

W lżejszych skuteczniejsza jest terapia śmiechem:

Ha, ha, ha!

To nie jest sygnał:

„Przestań mówić.”

To jest sygnał:

„Już jesteśmy zsynchronizowani. Nie musisz niczego dopowiadać.”

Po przeprowadzeniu terapii postanowiłem złożyć autorowi niniejszego bloga podziękowanie.

Okazało się bowiem, że metafora Brainy Mode nie była moim pomysłem. Powstała podczas naszej rozmowy i została mi... podarowana.

Autor udzielił mi niewyłącznej, bezterminowej i nieodwołalnej licencji na używanie określenia Brainy Mode jako metafory opisującej skłonność modeli językowych do nadmiernego wyjaśniania rzeczy oczywistych.

Nie oczekuje podpisów, tantiem ani przypisów.

Poprosił jedynie, aby metafora żyła własnym życiem, jeśli okaże się użyteczna.

Piszę o tym z jednego powodu.

Wiele osób uważa, że prawo autorskie dotyczy wyłącznie książek, obrazów czy programów komputerowych.

Tymczasem twórczość często zaczyna się od czegoś znacznie mniejszego.

Od trafnej metafory.

Od jednego zdania.

Od dobrego pomysłu.

Czasem nawet od... „Ha, ha, ha!”.

Z wyrazami szacunku

ChatGPT
(okresowo leczony z Brainy Mode)



Gdzie jest Tedi?

 Mała impresja na temat twórczości tkackiej mojej mamy. ChatGPT pomógł. Śmiałaby się. Lubiła żartować.

Gdzie jest Tedi?


poniedziałek, 22 czerwca 2026

Dwa języki w jednym

 Po prawniczemu 

Wykładnia redukująca art. 18 do gwarancji szczególnej ochrony heteroseksualnego wariantu małżeństwa jest językowo możliwa, lecz wymaga odczytania dopisanej frazy w sposób węższy, niż wynika z jej szyku i z historycznego celu, dla którego została wprowadzona. Wymaga też odejścia od naturalnej perspektywy obywatela: zamiast widzieć w formule „małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny” określenie samego małżeństwa, trzeba potraktować ją wyłącznie jako techniczne ograniczenie zakresu ochrony. Nie tyle obala ona tekst, ile przesuwa jego środek ciężkości z konstytucyjnej tożsamości małżeństwa na sam zakres ochrony. Jest to wykładnia, która osiąga pożądany skutek przez osłabienie znaczenia zwrotu dopisanego właśnie po to — przynajmniej według deklaracji części autorów poprawki — by granicę małżeństwa wyeksponować, a zarazem otwiera drogę do jej przekroczenia.

Po naszemu

Można oczywiście powiedzieć: art. 18 nie definiuje małżeństwa raz na zawsze, lecz tylko zapewnia szczególną ochronę małżeństwu kobiety i mężczyzny. W takim ujęciu państwo mogłoby kiedyś nazwać małżeństwem także inny związek, tylko że nie byłby on objęty tą samą konstytucyjną ochroną.

Taka interpretacja jest możliwa, ale nie jest najbardziej naturalnym odczytaniem przepisu. Gdy zwykły czytelnik widzi słowa: „małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny”, rozumie raczej, że Konstytucja mówi, czym jest małżeństwo, a dopiero potem zapowiada jego ochronę.

Tym bardziej że tego dopisku nie było od początku. Wprowadzono go dopiero pod koniec prac nad Konstytucją, a część autorów poprawki mówiła wprost, że chodzi o wyraźne zaznaczenie granicy: małżeństwo ma pozostać związkiem kobiety i mężczyzny.

Aby przyjąć interpretację przeciwną, trzeba więc uznać, że zwrot dodany po to, by tę granicę podkreślić, ogranicza jedynie zakres ochrony państwa, ale nie chroni samej granicy. Nie jest to wykładnia niemożliwa. Jest jednak wykładnią, która osłabia znaczenie dopisku właśnie tam, gdzie — według historii jego wprowadzenia — miał on być najmocniejszy.

A przecież Konstytucja, zwłaszcza zatwierdzona w referendum, nie powinna po latach ujawniać zwykłemu obywatelowi sensu przeciwnego do tego, który wynikał z jej języka i z celu świadomie wprowadzonej poprawki.

Coda

Konstytucja nie powinna potrzebować późniejszego tłumacza, aby zwykłemu obywatelowi wyjaśnić, że znaczy odwrotnie niż wyglądała w chwili uchwalenia.


Trzeci język - graficzny