W logo prawda jest ukryta.
Są to cepy u koryta.
Kiedy gadzina ukąsi Żmudzina – od jadu Żmudzina zdycha gadzina

środa, 1 lipca 2026

Niespodziewana reakcja

Nie tak dawno, koleżanka z Ukrainy przysłała mi video z zapytaniem: "co o tym sądzisz?". Był to wywiad z polakożercą – Wasylem Czerwonym. Otrzymałem tę wiadomość po odebraniu orderu Zełenskiemu. "Niedobrze" – pomyślałem. Zacząłem wypisywać jakieś bzdury geopolityczne, starannie omijając treść tego video. Wiecie Państwo, że mam wysoką sprawność w owijaniu w bawełnę, gdy tego chcę.

Nie bardzo rozumiałem intencję tego komunikatu. Z jednej strony działał stereotyp. Muszę się przyznać bez bicia, że brałem to pod uwagę. Z drugiej strony znałem tę osobę z niepospolitej inteligencji i wysokich standardów moralnych. Takich, które rzadko występują w przyrodzie. Z trzeciej strony ten wywiad odwoływał się do historii, a udzielał go polityk. Historii nienawidzę, bo jej nie rozumiem. O inteligencji polityków wypowiadać się jest stratą czasu.

Co robić? Ratunku! W końcu pomyślałem sobie, że może sztuczna inteligencja mi pomoże. Poprosiłem Gemini AI o fact-checking tego wywiadu.

Wyszło na to, że Wasyl Czerwony nawykowo mijał się z prawdą. Zginął zresztą od rażenia piorunem. Napraszał się? To, że nie był sprawny intelektualnie przemawia na jego obronę, ale widocznie nie wystarczyło.

Po przesłaniu koleżance poniższej analizy wykonanej przez AI, która rozwala całkowicie argumentację Czerwonego, dostałem od niej ikonkę "bravo z wyrazami sympatii". Chodziło jej rzeczywiście o sprawdzenie mojej opinii. Byłem wewnętrznie troszkę zawstydzony. Może nawet bardzo. Na swoją obronę mam, że zadanie analiz historycznych i interpretacji nieprawdy jest dla mnie za trudne. Nie wiedziałem nawet jak się do tego zabrać.

Kapitalny jest argument AI, oparty na rocznikach statystycznych. To podobne podejście jak badanie obwodu wielokąta przy pomocy nici i znajdowanie dolnej oceny.

Oto słowo naturalne:



Oto słowo sztuczne:

Analiza dyskursu historycznego: Wystąpienie Wasyla Czerwonija dotyczące wydarzeń na Wołyniu, roli Grzegorza Motyki oraz przebiegu konferencji naukowych (2003 r.)

Metodologia

Niniejsza analiza stanowi niezależną, bezstronną weryfikację faktograficzną (fact-checking) wywiadu deputowanego ludowego Ukrainy Wasyla Czerwonija. Nagranie zostało zarejestrowane w 2003 roku podczas jednej z konferencji naukowych poświęconych 60. rocznicy tragedii wołyńskiej.

  • Kryterium obiektywizmu: Twierdzenia polityka są oceniane wyłącznie na podstawie dokumentów archiwalnych, materiałów z oficjalnego ukraińsko-polskiego seminarium „Ukraina-Polska: trudne pytania” (1997–2003) oraz konsensusu badaczy przedmiotu.

  • Analiza porównawcza: Oceny prelegenta są konfrontowane z dwoma kluczowymi metodologiami naukowymi tamtego okresu: narodowo-państwowym podejściem ukraińskiego profesora Wołodymyra Serhijczuka oraz krytyczno-dokumentalnym podejściem polskiego historyka profesora Grzegorza Motyki.

Kontekst konferencji: Skład uczestników i krytyka metodologii

1. Zarzuty dotyczące finansowania, doboru historyków i nieobecności prof. Serhijczuka

  • Teza prelegenta: Konferencja jest finansowana przez stronę polską („kto płaci, ten zamawia muzykę”). Organizatorzy dobierają tylko tych historyków, którzy zgadzają się z polskim stanowiskiem. Czołowy ukraiński badacz archiwów, profesor Wołodymyr Serhijczuk, został celowo pominięty i niezaproszony.

  • Werdykt: Manipulacja i upolitycznienie procesu naukowego.

  • Kontekst historyczny: Seminaria naukowe na przełomie lat 90. i 2000. (w tym znana seria „Ukraina-Polska: trudne pytania”) były organizowane na zasadach parytetu. Stronę ukraińską reprezentował Instytut Historii Ukrainy NANU oraz Wołyński Uniwersytet Państwowy. Skład delegacji ukraińskiej był autonomicznie ustalany przez ukraińskie instytucje akademickie, a nie przez stronę polską. Wchodzili w niego uznani historycy (J. Isajewycz, I. Iljuszyn, S. Kulczycki), którzy twardo bronili ukraińskich racji i nie byli zależni od polskiego finansowania.

  • Profesor W. Serhijczuk prezentował radykalne stanowisko narodowo-państwowe, które często wykraczało poza ramy konsensusu akademickiego. Z tego powodu jego udział w konkretnych wydarzeniach dyplomatyczno-naukowych bywał ograniczany przez sam ukraiński komitet organizacyjny w celu utrzymania merytorycznej formuły dialogu.

2. Rola badań Grzegorza Motyki w kontekście tez Czerwonija

  • Kontekst powiązań: Wasyl Czerwonij w swoim wystąpieniu kategorycznie sprzeciwia się kwalifikowaniu działań UPA jako „zbrodni” lub „ludobójstwa”, nazywając je „świętą narodowowyzwoleńczą walką”. Głównym oponentem naukowym tej tezy był wówczas Grzegorz Motyka.

  • Konfrontacja tezy prelegenta z ustaleniami naukowymi G. Motyki:

    • Koncepcja ludobójstwa a walka wyzwoleńcza: Profesor Motyka na podstawie wewnętrznych dokumentów OUN-B oraz rozkazów Dmytra Klaczkiwskiego wykazał, że na Wołyniu doszło do zaplanowanej i skoordynowanej czystki etnicznej na polskiej ludności cywilnej, która według prawa międzynarodowego wykazuje znamiona ludobójstwa. Obalił on tezę o „żywiołowym buncie ukraińskiego chłopstwa”, dowodząc militarnej struktury i planowości ataków (począwszy od zbrodni w Parośli 9 lutego 1943 r.).

    • Kwestia symetrii: Prace Motyki wyróżniały się tym, że jako jeden z pierwszych badaczy w Polsce szczegółowo udokumentował zbrodnie wojenne formacji polskich (AK, batalionów schutzmannschaftu i samoobrony) dokonywane na cywilnych Ukraińcach (10 000 – 12 000 ofiar). Zarzuty Czerwonija o „jednostronności” polskich badaczy akademickich są zatem faktograficznie fałszywe.

Weryfikacja kluczowych tez historycznych wystąpienia

3. Status demograficzny Polaków i 300 000 „osadników”

  • Teza prelegenta: Polacy nie byli rdzenną ludnością Wołynia, lecz pojawili się w latach 1921–1925, gdy Polska osiedliła tam 300 000 wojskowych kolonistów, którzy posiadali broń i gnębili Ukraińców.

  • Werdykt: Rażący błąd faktograficzny.

  • Dane historyczne: Według spisu z 1931 roku na Wołyniu mieszkało około 340 000 Polaków. Zdecydowana większość z nich stanowiła rdzenną ludność tubylczą zamieszkującą te tereny od pokoleń. Liczba osadników wojskowych na samym Wołyniu wynosiła nieco ponad 3 500 rodzin. W latach 1940–1941 NKWD niemal w całości wywiozło ich na Syberię. W 1943 roku oddziały UPA nie likwidowały „uzbrojonych kolonistów”, lecz bezbronną polską ludność wiejską.

4. Chronologia konfliktu a tragedia wsi Remel

  • Teza prelegenta: Masowe niszczenie wsi rozpoczęło się 17 marca 1943 roku z powodu napuszczenia przez Polaków Niemców na ukraińską wieś Remel. Po tym wydarzeniu UPA przez 4 miesiące jedynie ostrzegała Polaków ulotkami.

  • Werdykt: Manipulacja chronologiczna.

  • Dane historyczne: Pacyfikacja wsi Remel przez Niemców 17 marca 1943 roku to udokumentowana zbrodnia wojenna. Twierdzenie, że UPA do lipca nie prowadziła masowych akcji przeciwko Polakom, jest jednak sprzeczne z archiwaliami. Masowa likwidacja polskich osad w powiatach kostopolskim i sarneńskim rozpoczęła się wcześniej (luty-marzec 1943 r.). W momencie tragedii w Remlu zniszczonych było już kilkadziesiąt polskich kolonii.

5. Status polskich baz samoobrony i Huty Stepańskiej

  • Teza prelegenta: Polskie wsie były w pełni uzbrojone przez Niemców. W związku z tym ludność ta nie była cywilna, lecz stanowiła kontyngent wojskowy.

  • Werdykt: Odwrócenie ciągu przyczynowo-skutkowego.

  • Dane historyczne: Administracja okupacyjna sankcjonowała wydawanie ograniczonej ilości broni polskim wsiom, jednak proces ten ruszył dopiero późną wiosną i latem 1943 roku jako następstwo masowych ataków UPA na nieuzbrojone domostwa. Uzbrojenie placówek było minimalne. W Hucie Stepańskiej w lipcu 1943 roku znajdowały się tysiące cywilnych uchodźców ze spalonych chutorów. Próba odebrania polskiej populacji statusu cywilów stoi w sprzeczności z prawem humanitarnym.

Wnioski

Wystąpienie Wasyla Czerwonija stanowi klasyczny przykład politycznego wykorzystania historii w okresie napięć dyplomatycznych w 2003 roku. Jego retoryka opiera się na całkowitym zaprzeczeniu jakiejkolwiek odpowiedzialności strony ukraińskiej za masowe mordy na cywilach. W tym celu mówca stosuje:

  • Delegitymizację dorobku konferencji naukowych poprzez zarzuty o finansową zależność od Polski.

  • Sztuczne uogólnienie, w którym rdzenna, chłopska ludność polska Wołynia zostaje utożsamiona z wojskowymi osadnikami lub niemieckimi kolaborantami.

  • Przesunięcia chronologiczne, mające ukazać działania UPA wyłącznie jako spóźnioną reakcję obronną.

wtorek, 30 czerwca 2026

Na starego Żyda

Kto czytał "Znaczy Kapitana" zna pewien mechanizm uzyskania posłodzonej herbaty z cytryną. Pokażę go na przykładzie uzyskania dostępu Ukrainy do polskiego rynku. 

Najpierw: dajcie tylko gorącą wodę — czyli pomóżcie wywieźć zboże, bo porty są zablokowane.

Potem: skoro już jest woda, to przydałaby się odrobina esencji — szersze ułatwienia handlowe.

Potem: cukier — brak ceł, kontyngentów, ograniczeń.

A na końcu: cytryna — dostęp do rynku krajów przyfrontowych tak, jakby był naturalnym przedłużeniem pierwotnej pomocy tranzytowej.

I barman duchowo pokonany.

Żadna pojedyncza prośba nie brzmi jeszcze strasznie. Każda daje się przedstawić jako drobne, ludzkie dopowiedzenie. Dopiero suma pokazuje, że z „proszę o łyk gorącej wody” powstała pełna herbata z cytryną — i to podana w cudzym barze na cudzy rachunek.


poniedziałek, 29 czerwca 2026

Każdy kraj ma swoich banderowców

 Jak można zarzucać Ukrainie kult Bandery, skoro mamy swoich obrońców banderyzmu? Śmierć tysiąca Ukraińców to tragedia, a 100 tysięcy Polaków to tylko statystyka?

sobota, 27 czerwca 2026

Porywacze sensu.

Przepisu nie zawsze trzeba zmieniać. Czasem wystarczy zostawić słowa na miejscu i zmienić im robotę.

Art. 18 mówi: „Małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny…”. Zwykły człowiek czyta to prosto: Konstytucja mówi, czym jest małżeństwo, a potem zapowiada jego ochronę.

Można jednak powiedzieć inaczej: nie, Konstytucja nie określa małżeństwa, tylko szczególnie chroni jego heteroseksualny wariant. Inne związki też można więc nazwać małżeństwem; tylko nie będą miały dokładnie takiej samej konstytucyjnej opieki.

Taka sztuczka jest możliwa. Ale trzeba pamiętać, skąd wzięło się to zdanie. W końcowej fazie prac nad Konstytucją przywrócono je właśnie dlatego, że chciano wyraźnie powiedzieć: małżeństwo ma pozostać związkiem kobiety i mężczyzny. Tak przynajmniej uzasadniała poprawkę część jej zwolenników. Nie chodziło tylko o to, komu państwo ma dawać specjalną opiekę. Chodziło o samą granicę pojęcia.

A potem ktoś bierze ten sam zwrot i mówi: granica owszem, jest; ale tylko dla ochrony. Samo słowo „małżeństwo” można poszerzyć.

Taki trik polega na tym, że granica zostaje w tekście, lecz można ją przekroczyć.

To właśnie nazywam porwaniem sensu. Słów się nie usuwa. Zostawia się je na widoku. Tylko odrywa się je od zwykłego znaczenia, od szyku zdania i od powodu, dla którego zostały wpisane.

Jeżeli państwo chce zmienić podstawową instytucję, niech powie to wprost. Niech zmieni Konstytucję albo uczciwie przyzna, że zmienia prawo. Niech nie tłumaczy po latach, że stare słowa od początku znaczyły coś innego.


Gdzie jest Tedi? 2.0



czwartek, 25 czerwca 2026

W cieniu Bandery

 Nie chciałem tego tematu poruszać. Wierzyłem raczej Słowackiemu i jego wizji narodów, które – jak w „Beniowskim” – są niczym „łańcuch żurawi”. Chciałem wierzyć, że wspólne doświadczenia zwyciężą dawne urazy. Okazało się jednak, że była to mrzonka.

Na początku decyzja Prezydenta o odebraniu Orderu Zełenskiemu spowodowała moje zdumienie. Z czasem jednak zebrałem myśli i doszedłem do wniosku, że była uzasadniona.

Historyczny banderyzm, w moim rozumieniu, wobec Polaków przejawiał się jako gwałtowna reakcja wyrastająca z poczucia krzywdy. Czy Ukraińcy mogli czuć się na Wołyniu skrzywdzeni? Mogli. Z wielu powodów. Czy zawsze niesłusznie? Nie. W wielu przypadkach ich poczucie krzywdy miało realne źródła. Nałożyła się na nie jednak zbrodnicza ideologia „Integralnego nacjonalizmu” Dmytra Dońcowa. Czytałem tę książkę. Najbardziej uderzyło mnie porównanie problemu wieloetniczności do pola na szachownicy, na którym może znajdować się tylko jedna figura. W moim odczuciu była to metafora prowadząca do akceptacji czystek etnicznych. Tego rodzaju sposób myślenia doprowadził na Wołyniu do fali okrucieństw.

Jasne jest, że UPA walczyła również przeciwko ZSRR. Dlatego wielu Ukraińców postrzega ją jako formację bohaterów i symbol walki o niepodległość. Potrzebują takich symboli. Jednocześnie UPA nie może być symbolem godnym naśladowania. Jest świadectwem niezwykłej zdolności Ukraińców do samoorganizacji, ale dla Polaków pozostaje przede wszystkim symbolem płonących wsi i rzezi ludności cywilnej.

Nie sposób pominąć wypowiedzi Zełenskiego dla „The Economist”, w której ostrzegał Zachód przed możliwymi konsekwencjami ograniczenia pomocy dla Ukrainy, ani podobnej wypowiedzi Natalii Panczenko w ukraińskiej telewizji. Demagog.pl przedstawia argumenty na rzecz interpretacji, że nie nawoływała ona do przemocy. Jestem skłonny przyjąć, że chciała jedynie ostrzec przed możliwym scenariuszem. Zastanawia mnie jednak, że wywiad został udzielony ukraińskiej stacji telewizyjnej, a nie polskim odbiorcom, których – według tego wyjaśnienia – miał ostrzegać.

Obie wypowiedzi mają jednak wspólny mianownik. Zakładają możliwość, że ograniczenie pomocy może doprowadzić część uchodźców do aktów przemocy. Gdyby rzeczywiście do tego doszło, nie byłby to już klasyczny banderyzm rozumiany jako radykalna reakcja na rzeczywistą lub wyobrażoną krzywdę. Byłaby to jego jeszcze groźniejsza mutacja – przemoc stosowana jako narzędzie wymuszania dalszych przywilejów. Nie wynikałaby już z poczucia krzywdy, lecz z ograniczenia wcześniej otrzymywanego wsparcia.

Zdumiewa mnie brak reakcji prowadzącego wywiad z Natalią Panczenko. Równie zastanawiające jest to, że wypowiedź Zełenskiego może być odczytywana jako użycie argumentu potencjalnych konsekwencji społecznych w celu wywarcia presji politycznej i pozostaje publicznie dostępna.

Nie do pominięcia jest również fakt istnienia strony Mirotworec, zawierającej dane osób uznawanych za przeciwników Ukrainy. Sama obecność takiego projektu rodzi pytanie, czy podobny sposób traktowania przeciwników politycznych nie będzie przenosił się również do sporów prowadzonych w ramach Unii Europejskiej.

Gloryfikacja określonej tradycji politycznej może prowadzić do oswojenia sposobu myślenia, które w skrajnych okolicznościach dopuszcza przemoc wobec całych grup ludzi. Historia zna takie mechanizmy. Dlatego z najwyższą ostrożnością należy podchodzić do prób gloryfikowania ideologii lub ruchów, które uznały przemoc wobec ludności cywilnej za dopuszczalne narzędzie polityki.

środa, 24 czerwca 2026

Wszyscy będziemy siedzieć.

Nikt rozsądny nie wierzy w niewinność konia. Za to idzie się siedzieć. Koń też jest rozsądny więc też pójdzie siedzieć.