Czuję się zobowiązany do chwalenia filantropów. Francuska loża z serii Wielkiego Wschodu -Atanor, która ma też swoje odgałęzienie w Warszawie zajęła się uśmiercaniem konkurentów biznesowych jej członków. Wybuchł skandal. Zupełnie niesłusznie. Przecież to chwalebne i skuteczne pozbycie się przeciwników członków loży, którzy po anihilacji nie będą już cierpieć, bo ten akt rozwiązuje wszystkie ich problemy. Tajność lóż wolnomularskich może prowadzić do tej formy filantropii. Przecież ich członkowie to też są ludzie. Dlaczego nie pomóc im w ramach filantropii pozbyć się konkurencji?
Jeśli ktoś sądzi, że to materiał na Prima Aprilis to nie ma racji.
Zapytano mnie "Co myślisz o tym SAFE?". Faktycznie, pisałem o tym, ale nie zająłem stanowiska, a raczej stanowisko fatalistyczne, że zmuszą nas do jego wzięcia miejscowi "Kompradorzy Obywatelscy" więc nie ma co krytykować sił natury.
Jako człowiek mający się za rozsądnego uważam, że trzeba zwariować aby brać kredyt gdy ma się (chociażby lokalną) nadpłynność. Wszyscy się zgadzają, że zasoby NBP są za duże. Dlaczego więc brać kredyt jeśli ma się własne środki? To jest objaw manii, w której trwa rząd. Przywykli brać dotacje i kredyty i dalej w to brną, Tylko, że dotacji na zbrojenia nie ma i są tylko kredyty. Jaki jest w tym nasz interes? W rozmowie z Moniką Jaruzelską Grzegorz Kołodko prezentuje swój pomysł na sięgnięcie do zasobów NBP. Wyrasta on z tej samej pierwotnej obserwacji co pomysł Glapińskiego (nie bierz kredytu, gdy masz własne środki), tylko jest inny i również stoi w opozycji do pomysłu rządowego.
Mówi o tym, że być może pomysł Tuska wynika z tego, że kwota z europejskiego SAFE w myśl przepisów nie wchodzi do zadłużenia budżetu, który ma limit 60% PKB. To niezła ciekawostka, że to zobowiązanie nie jest liczone jako dług. Tylko, że prawodawca może się ogarnąć i stwierdzić oczywisty fakt, że kredyt jest długiem. No, ale jeśli tak jest to mamy do czynienia z domem wariatów. Przy takich zasadach nie wydaje się możliwe rozsądne zarządzanie. Chyba, że przypadkowo popełni się błąd w rachunkach, który spowoduje prawidłową decyzję.
Trójka youtuberów mówi o tym, jak widzą Polskę. Są zakochani w naszym kraju. Widzą rzeczy, które my uważamy za należne i konieczne. Oglądamy się na kraje bliskiego zachodu i to spłaszcza naszą perspektywę. Dla nas (nie wiadomo, dlaczego) wewnętrzne podziały przysłaniają te zalety i to piękno, które oni dostrzegają. Przecież (wbrew naszej pewności) może być i gorzej i w sumie niewiele (jeśli popatrzeć z perspektywy pełnej skali i wszystkich aspektów) lepiej. Nie bądźmy ślepi na to, co osiągnęliśmy. Oni widzą szerzej. Materiał, który omawiają wcale nie jest jakąś przesadną idealizacją. Tak rzeczy się istotnie teraz mają. Obyśmy byli w stanie to utrzymać chociażby w stanie jaki jest.
Koledzy z podstawówki twierdzą, że miałem znaczny wpływ na ich decyzje życiowe. Wcale tego nie chciałem. Andrzej został marynarzem - mechanikiem pokładowym. Kiedyś powiedziałem mu, by przeczytał "Znaczy Kapitana" Karola Olgierda Borchardta. Po tej lekturze Andrzej wiedział, że chce pływać po morzach i oceanach. Karol Borchardt (grał postać Tenangi w przedstawieniu teatralnym) też zafascynował się postacią olbrzymiego marynarza, wspinającego się po linie na rufę statku w książce "Czarny Ptak i Orzeł Czarnych Wierchów".
Nie podejrzewam czytelników, aby stali przed takim wyborem drogi życiowej. Nikt z nas już chyba nie ma możliwości stać się oficerem marynarki handlowej. Natomiast "Znaczy Kapitan" wart jest przeczytania. Chociażby po to, aby się rozweselić.
Zagraniczna młodzież podziwia "Ciebie Boga wysławiamy". Napisali, że to najmocniejszy chrześcijański hymn na świecie. Nie da się tego wykluczyć, że mają rację. Nie mogę wydać bezstronnej opinii. Konkurencja jest całkiem spora. Polska wersja "Te Deum" ma moc!