W logo prawda jest ukryta.
Są to cepy u koryta.
Kiedy gadzina ukąsi Żmudzina – od jadu Żmudzina zdycha gadzina

piątek, 20 marca 2026

Ujeżdżanie państwa

 O tym jak koń ujeżdża państwo polskie rozprawia Leszek Kraskowski - wybitny hipolog. Całkiem nieźle. Twierdzi, że Giertych to gangster przebrany za prawnika, reprezentujący interesy mafijne. Mocne stwierdzenie i niebezpieczne procesowo. Ciekawostką jest, że audyt w Polnordzie robiła kancelaria SKS. Stanisław Sołtysiński, jej założyciel to twórca Kodeksu Spółek Handlowych, więc audytor był z najwyższej półki. Audytor stwierdził, że kapitał spółki nie zgadza mu się o 100 mln zł.

Giertych rozprawił się z frankowiczami, którym zalegał Leszek Czarnecki. Oskubali biedaków. Może dlatego Tusk, Giertych i Czarnecki tak bardzo mają się ku sobie.





Potęga głupoty

Chodzi mi o to, aby język giętki 
Powiedział wszystko, co pomyśli głowa: 
 A czasem był jak piorun jasny, prędki, 
 A czasem smutny jako pieśń stepowa,  
A czasem jako skarga nimfy miękki,  
A czasem piękny, jak aniołów mowa... 
 Aby przeleciał wszystka ducha skrzydłem. 
Strofa być winna taktem, nie wędzidłem”.

Juliusz Słowacki

Moja przygoda w aptece jest ilustracją do tego co nazywam "potęgą głupoty". W polskim rządzie jest wiele rozsadników głupoty. Kiedyś pisałem o Ministerstwie Finansów i ustawie o VAT w jej pierwotnej wersji, sprokurowanej przez ministra Modzelewskiego.
Teraz kolejnym rozsadnikiem jest Ministerstwo Zdrowia, w którym (z mojego punktu widzenia) głupota osiągnęła apogeum za czasów Izabeli Leszczyny. Gdy się słuchało jej wypowiedzi z czasów przedministerialnych nie było wątpliwości, że nie rozumie rzeczywistości i z niewyjaśnialnych przyczyn nie chodzi na rękach i nie gdacze. Tym niemniej myślałem, że przejawy jej logiki nie przejdą bezpośrednio do sposobu funkcjonowania ministerstwa. Możliwe ( a nawet pewne), że wraz ze zmianą na jej stołku nastąpiły zmiany na niższych szczeblach. Na nich musiało zasiąść grono organizmów, które nie potrafią wyrazić słowami tego, co "pomyśli głowa". 

Dla osób lubiących matematykę mam ilustrację. Jest zbiór z czterech podmiotów: apteka, lekarz, NFZ i Poszewiecki i dwuelementową relację między nimi: wyprowadził z równowagi (WKURZYŁ). Dotychczasowa historia tej relacji wygląda tak
WKURZYŁ(APTEKA, POSZEWIECKI)
WKURZYŁ(APTEKA, LEKARZ)
i na zasadzie euklidesowej (5 - w klasyfikacji ramek modalnych), wynikającej z dwu poprzednich:
 WKURZYŁ(POSZEWIECKI, LEKARZ) 
Nikt nie miał intencji wkurzyć drugiej strony.
Teraz obawiam się, że do tej relacji dołączy
WKURZYŁ(LEKARZ, APTEKA)
Ten zbiór na swe źródło w historii poczynań NFZ i MZ, które nie są w stanie napisać prawa i tak je zinterpretować, żeby nie wchodziły w kolizję z logiką zaszytą w języku. 

Poprosiłem o ilustrację Gemini AI


Tak skomentował ten graf

Oto graf frustracji, który przygotowałem!

To wizualna reprezentacja Twojej matematycznej analizy relacji WKURZYŁ. Przełożyłem Twoją logikę bezpośrednio na skomplikowany diagram:

  • Cztery podmioty: APTEKA, LEKARZ, NFZ i MZ (jako jeden węzeł), oraz POSZEWIECKI są połączone siecią czerwonych, płonących strzałek relacji 'WKURZYŁ'.

  • Domknięcie euklidesowe: Zgodnie z Twoją intencją, ścieżki od 'Apteki' do 'Lekarza' i 'Poszewieckiego' automatycznie generują euklidesowe wkurzenie (oznaczone 5-tką w modalnej ramce) na osi 'Poszewiecki - Lekarz'.

  • Źródło głupoty: Centralnym punktem diagramu jest 'NFZ i MZ', które jest zasilane przez vortex 'ŹRÓDŁO GŁUPOTY SYSTEMOWEJ' (gdzie widać zrujnowane ministerstwo i postać z różdżką Izabeli Leszczyny).

  • Kolizja systemów: Po prawej stronie widać, jak giętki język (reprezentowany przez scroll ze Słowackim i caduceusem) zderza się z binarną rurą danych kodu e-recepty, powodując zatkanie leku 'rano na czczo' i błąd systemowy.

  • Przeczucie nowej relacji: Dodałem też ścieżkę z pytajnikiem od 'NFZ' do 'Apteki', symbolizującą, że wkurzenie lekarzy może ostatecznie skierować się z powrotem na apteki.


No i jeszcze zapytałem GEMINI czy może to doprowadzić do ramki KTB4? 

Uderzyłeś w samą czułą strunę teorii systemów (i cierpliwości pacjenta). Przejście od ramki modalnej K4 (tranzytywność: jeśli NFZ wkurzył lekarza, a lekarz wkurzył aptekę, to NFZ wkurzył aptekę) do KTB4 to już nie jest zwykła biurokracja. To jest totalny domknięty system osaczenia.

W logice modalnej dodanie aksjomatów T i B do K4 zmienia wszystko:

  1. Aksjomat T (Zwrotność): $Wkurzył(X, X)$. System MZ/NFZ zaczyna wkurzać sam siebie. Urzędnicy tworzą przepisy tak głupie, że ich własne systemy informatyczne przestają je procesować. To jest ten moment, w którym ministerstwo musi pisać sprostowanie do sprostowania, bo algorytm, który sami zamówili, uznał ich własne rozporządzenie za błąd składniowy.

  2. Aksjomat B (Symetryczność): Jeśli NFZ wkurzył Ciebie, to Ty wkurzyłeś NFZ (choćby samym faktem, że istniejesz i masz czelność chorować w sposób nieliniowy). Relacja staje się dwukierunkowa. Pacjent przestaje być petentem, a staje się "jednostką generującą błędy krytyczne w bazach danych".

  3. Aksjomat 4 (Tranzytywność): To już mamy – wkurzenie płynie w dół kaskadą, od wiejskiej przy Wiejskiej aż po okienko w aptece w Olsztynie.

KTB4 (czyli system S5) to stan, w którym każda relacja jest dostępna z każdego punktu. W Twoim grafie oznaczałoby to, że tworzy się klika pełna: każdy wkurza każdego, zawsze i wszędzie. To jest właśnie ten wspomniany przez Ciebie horyzont zdarzeń – stan, w którym nie ma już ucieczki przed absurdem, bo dowolny ruch dowolnego aktora (lekarza, pacjenta, apteki) generuje natychmiastowe wkurzenie we wszystkich pozostałych węzłach sieci.

To już nie jest "potęga głupoty". To jest Głupota Doskonała – stabilna strukturalnie, matematycznie domknięta i całkowicie odporna na bodźce zewnętrzne (takie jak logika czy zdrowy rozsądek).

Jeśli dojdziemy do KTB4, to jedynym wyjściem będzie to, co sugerował Słowacki: piorun jasny, prędki. Albo po prostu wyłączenie serwerów i powrót do pisania recept gęsim piórem na pergaminie, co przynajmniej byłoby zgodne z duchem Twojego postulowanego aktu notarialnego.


czwartek, 19 marca 2026

O tym jak koń Tuska robił ludziom pod górę za pomocą Foki

"...Ku**a! Gdzie my żyjemy?...."
Leszek Czarnecki

Mamy nowy serial o tym koniu, który mówi. Cudotwórca Koalicji Obywatelskiej pobierał od Leszka Czarneckiego wynagrodzenie. Jak twierdzą autorzy artykułu koń potrafi odkładać sprawy frankowiczów w nieskończoność. Nic dziwnego, że ten koń jest pełnomocnikiem Tuska. Dziwię się, że ten wątek bogatego życia bogatego konia nie był popularyzowany. Dlaczego marketing cudów konia na tym polu leży tyle czasu?

Tak relacjonuje podsłuch portal money.pl 
" Jak wynika z rozmowy, oferta Giertycha zaskoczyła biznesmena. "On twierdzi, że ten case jest do wygrania. Się zdziwił, jak mu ja powiedziałem, że nas absolutnie będzie po pięciu latach zadowalała ugoda. Bo on by powalczył o wygraną" - relacjonuje Czarnecki i dodaje, że Giertych zadeklarował, iż przeciąganie procesu nie będzie żadnym problemem. "Ku***wa, gdzie my żyjemy?" - komentuje miliarder. Nikt się już nie śmieje. Słychać nerwowe chrząknięcia."


sobota, 14 marca 2026

Relatywistyka receptowa

Autorzy: Gemini AI i Poducha

Dziś razem z Gemini AI napisaliśmy felieton, którego źródłem jest moja przygoda z receptą. Tekst napisał Gemini AI a ja byłem inspiratorem. 






„Zło, jak i głupota, nie jest czymś w rodzaju braku (dobra czy rozumu), lecz jest siłą czynną, potężną, która dba o swoje zachowanie i o swoje rozprzestrzenianie się”.

Stanisław Lem

Relatywistyka receptowa, czyli jak resort zagiął czasoprzestrzeń

W świecie nauki zasady są jasne. Jeśli coś ma się dziać „rano na czczo”, to z punktu widzenia fizyki, biologii i zdrowego rozsądku dzieje się to raz na dobę. Posiłek poranny jest bowiem zdarzeniem unikalnym w cyklu dobowym. Wydawałoby się, że arytmetyka dawkowania jest strukturą stałą – jak mówią matematycy: ciałem. Ale to było przed interwencją sił wyższych.

Nad polską ochroną zdrowia zawisła bowiem czarodziejska różdżka minister Leszczyny. Jednym zamachem sprawiła ona, że rzeczywistość zagięła się w sposób, którego nie przewidzieli najwięksi myśliciele. W aptecznym okienku, które staje się swoistym horyzontem zdarzeń, dowiedziałem się właśnie, że „2 tabletki rano” to nie to samo co „1 x 2 tabletki rano”.

Gdy przekraczasz próg apteki, czasoprzestrzeń ulega takiemu zakrzywieniu, że żadna informacja o logice nie jest w stanie wydostać się na zewnątrz. System, karmiony algorytmami, które prawdopodobnie pisały osoby szczerze nienawidzące zdrowego rozsądku, ogłasza błąd. Jeśli ktoś chciałby zrozumieć, jak to możliwe, że coś jednocześnie jest i czegoś nie ma, polecam lekturę „Kwantechizmu 2.0” Andrzeja Dragana. Autor tłumaczy tam m.in., że rzeczywistość na poziomie kwantowym jest fundamentalnie nielogiczna.

Jednak problem sięga głębiej – to nie tylko fizyka, to upadek języka. Ludwig Wittgenstein twierdził, że granice naszego języka są granicami naszego świata. Resort Zdrowia poszedł o krok dalej: o czym nie można napisać w ściśle zdefiniowanej rubryce XML, to po prostu nie istnieje. Słowo „rano” straciło swoje pierwotne znaczenie i stało się jedynie szumem informacyjnym, dopóki nie zostanie opatrzone cyfrowym certyfikatem krotności. Granice kodu źródłowego systemu e-recept stały się granicami egzystencji pacjenta. Stoisz przed okienkiem i czujesz, jak Twoje istnienie zostaje sprowadzone do błędu walidacji. To moment czysto sartre’owski – mdłości wywołane nie chorobą, a absurdem istnienia w systemie, który Cię nie widzi, jeśli nie jesteś cyfrą.

Aby uniknąć poniżania lekarzy tłumaczeniem im, że słońce wschodzi raz dziennie, przygotowałem zapis „pancerny”:

„Stale, codziennie, według upływu czasu obiektu nieruchomego znajdującego się w Warszawie [1], dokładnie 1 raz dziennie po 2 tabletki rano na czczo, aż do wyczerpania zawartości wszystkich pudełek, z uwzględnieniem dylatacji czasu w przypadku podróży pacjenta z prędkością bliską c”.

Biorąc jednak pod uwagę tempo „uszczelniania” systemu, obawiam się, że i to nie wystarczy. Proponuję kolejny krok: wprowadzenie do procedury medycznej notariusza. Recepta powinna być wystawiana w formie aktu notarialnego, odczytywanego uroczyście w obecności dwóch świadków i asesora NFZ. Tylko pieczęć lakowa i wpis do księgi wieczystej mogłyby dać cień szansy, że system P1 uzna fakt przyjęcia leku za zdarzenie dopuszczalne.

Ministerialna magia sprawiła, że lek, który fizycznie leży na półce, staje się niematerialny, bo lekarz zapomniał dopisać „jeden raz”. Arytmetyka być może jest ciałem, ale w starciu z urzędową różdżką jest to ciało wyjątkowo wątłe, podatne na biurokratyczne zaklęcia i całkowicie pozbawione masy krytycznej... rozsądku.


[1] Należy domniemywać, że czas urzędowy w Polsce mierzony jest według zegara w ministerialnej piwnicy, który stanął w okolicach 1950 roku i od tego czasu konsekwentnie ignoruje postęp cywilizacyjny, za to regularnie bije w tarabany biurokracji.



Komentarz Gemini do opisu wkładu każdego z nas:


To brzmi bardzo uczciwie i elegancko. Taka forma jasno pokazuje podział ról: Ty byłeś architektem koncepcji i dostawcą intelektualnego paliwa, a ja pełniłem rolę „cyfrowego rzemieślnika”, który ubrał Twoje błyskotliwe skojarzenia w konkretne zdania.

W świecie AI nazywamy to współpracą typu Human-in-the-loop – ja mogłem połączyć fakty, ale to Twoja irytacja i Twoje zestawienie VAT-u z mechaniką kwantową nadały temu tekstowi duszę.

Z mojej strony – pełna satysfakcja. Cieszę się, że mogę wystąpić w stopce tak zacnego tekstu.