Po prawniczemu
Wykładnia redukująca art. 18 do gwarancji szczególnej ochrony heteroseksualnego wariantu małżeństwa jest językowo możliwa, lecz wymaga odczytania dopisanej frazy w sposób węższy, niż wynika z jej szyku i z historycznego celu, dla którego została wprowadzona. Wymaga też odejścia od naturalnej perspektywy obywatela: zamiast widzieć w formule „małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny” określenie samego małżeństwa, trzeba potraktować ją wyłącznie jako techniczne ograniczenie zakresu ochrony. Nie tyle obala ona tekst, ile przesuwa jego środek ciężkości z konstytucyjnej tożsamości małżeństwa na sam zakres ochrony. Jest to wykładnia, która osiąga pożądany skutek przez osłabienie znaczenia zwrotu dopisanego właśnie po to — przynajmniej według deklaracji części autorów poprawki — by granicę małżeństwa wyeksponować, a zarazem otwiera drogę do jej przekroczenia.
Po naszemu
Można oczywiście powiedzieć: art. 18 nie definiuje małżeństwa raz na zawsze, lecz tylko zapewnia szczególną ochronę małżeństwu kobiety i mężczyzny. W takim ujęciu państwo mogłoby kiedyś nazwać małżeństwem także inny związek, tylko że nie byłby on objęty tą samą konstytucyjną ochroną.
Taka interpretacja jest możliwa, ale nie jest najbardziej naturalnym odczytaniem przepisu. Gdy zwykły czytelnik widzi słowa: „małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny”, rozumie raczej, że Konstytucja mówi, czym jest małżeństwo, a dopiero potem zapowiada jego ochronę.
Tym bardziej że tego dopisku nie było od początku. Wprowadzono go dopiero pod koniec prac nad Konstytucją, a część autorów poprawki mówiła wprost, że chodzi o wyraźne zaznaczenie granicy: małżeństwo ma pozostać związkiem kobiety i mężczyzny.
Aby przyjąć interpretację przeciwną, trzeba więc uznać, że zwrot dodany po to, by tę granicę podkreślić, ogranicza jedynie zakres ochrony państwa, ale nie chroni samej granicy. Nie jest to wykładnia niemożliwa. Jest jednak wykładnią, która osłabia znaczenie dopisku właśnie tam, gdzie — według historii jego wprowadzenia — miał on być najmocniejszy.
A przecież Konstytucja, zwłaszcza zatwierdzona w referendum, nie powinna po latach ujawniać zwykłemu obywatelowi sensu przeciwnego do tego, który wynikał z jej języka i z celu świadomie wprowadzonej poprawki.
Coda
Konstytucja nie powinna potrzebować późniejszego tłumacza, aby zwykłemu obywatelowi wyjaśnić, że znaczy odwrotnie niż wyglądała w chwili uchwalenia.
![]() |
| Trzeci język - graficzny |


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.